W opowieści o dochodzie pasywnym w biznesie online wszystko kończy się w idealnym momencie. Kurs jest nagrany, webinar przygotowany, maile ustawione, płatności działają, a Ty możesz wreszcie zamknąć laptopa. Od tej pory podobno pozostaje głównie sprawdzać powiadomienia o wpłatach, które wyskakują jak grzyby po deszczu. I to najlepiej gdzieś pod palmą, bo przy kuchennym stole ta historia wyraźnie traci potencjał reklamowy.
Szkoda tylko, że jakoś rzadziej słychać o tym, kto później aktualizuje ofertę, dociera do nowych odbiorczyń i odpisuje klientce, która właśnie utknęła na etapie pierwszego logowania.
Dochód pasywny w biznesie online może opierać się na sprzedaży kursów i produktów cyfrowych bez osobistego udziału w każdej transakcji. W modelu evergreen kolejne osoby mogą kupować bez czekania na wspólne otwarcie zapisów, a automatyzacja może obsługiwać wiadomości, płatności i nadawanie dostępu. Po uruchomieniu systemu nadal jednak zostaje pozyskiwanie odbiorczyń, obsługa klientek, aktualizacje i kontrola wyników. To właśnie tej mniej widowiskowej i pomijanej części chcę się dzisiaj przyjrzeć.
Spis treści – dochód pasywny w biznesie online
- Czy kurs online może dawać dochód pasywny?
- Co daje sprzedaż evergreen i skąd biorą się klientki?
- Autowebinar: co działa automatycznie, a czego trzeba dopilnować?
- Po zakupie nadal jest klientka
- Sprzedaż evergreen też się starzeje
- Automatyzacja sprzedaży działa. A czy zarabia?
- Chcę móc spokojnie zamknąć laptopa
Czy kurs online może dawać dochód pasywny w biznesie online?
Nagrany kurs można sprzedawać wielokrotnie, bez prowadzenia tych samych zajęć dla każdej kolejnej osoby. Odpowiednio przygotowany system może też przyjąć płatność, wysłać wiadomość i nadać dostęp, kiedy autorka zajmuje się czymś innym. Dzięki temu przychód z produktu nie musi zależeć bezpośrednio od kolejnej godziny spędzonej z klientką.
Rozumiem, dlaczego to kusi. Kiedy prowadzisz firmę, w której każdy przychód wymaga Twojej obecności, możliwość zarabiania również poza spotkaniami jest bardzo atrakcyjna. Można mieć dość kalendarza wypełnionego po brzegi i przeliczania kolejnych pomysłów na godziny, których już nie ma gdzie wcisnąć.
Dlatego lubię takie rozwiązania. Dobrze przygotowana automatyzacja potrafi zdjąć z głowy mnóstwo powtarzalnych czynności i pozwala wykorzystać własną wiedzę więcej niż raz.
Problem zaczyna się przy obietnicy, że po nagraniu kursu i uruchomieniu sprzedaży można już o wszystkim zapomnieć. Materiały trzeba utrzymywać, klientki potrzebują pomocy, a nowe osoby muszą jakoś dowiedzieć się o produkcie. Praca wykonana na początku daje nam coś, co możemy sprzedawać bez naszej nieustannej obecności. Jednak warto pamiętać, że to, jak bardzo nasz produkt będzie funkcjonował bez nas, zależy od samej oferty, sposobu pozyskiwania klientów i tego, jak zorganizujemy obsługę.
Dobrze pomyśleć o tym jeszcze przed wdrożeniem, kiedy można rozsądnie zaplanować czas i koszty. Po zakupie biletu na wymarzone wakacje pod palmą taka informacja bywa mniej wygodna.
Co daje sprzedaż evergreen i skąd biorą się klientki?
Sprzedaż evergreen to model, w którym kolejne osoby mogą trafiać na ofertę i kupować bez czekania na oficjalne otwarcie zapisów. Możesz przygotować drogę od artykułu, reklamy czy polecenia, przez zapis na materiał lub webinar, aż do zakupu. Automatyzacja pomaga obsłużyć poszczególne etapy tej drogi.
To jest konkretna korzyść. Przy kolejnej sprzedaży nie musisz ponownie kopiować linków, sprawdzać przelewu i ręcznie zakładać konta. Możesz też sprzedawać w tygodniu, w którym masz inne projekty, urlop albo zwyczajnie ochotę zająć się czymś poza własną kampanią.
Tylko że samo udostępnienie oferty jeszcze nie sprawi, że klienci bedą walić drzwiami i oknami, a Ty będziesz się cieszyć, że masz dochód pasywny w biznesie online.
Maile mogą grzecznie czekać w automatyzacji, ale ktoś musi do niej trafić – z wyszukiwarki, treści w mediach społecznościowych, reklam, newslettera, współprac czy poleceń. Każde z tych źródeł wymaga czasu, pracy, pieniędzy albo raczej wszystkiego na raz. Nie ma się co oszukiwać, samo się nie zrobi i albo płacimy czasem, albo pieniędzmi, a połączenie obydwu da najlepsze (i najszybsze!) rezultaty.
Kiedy myślę o takim wdrożeniu, interesuje mnie więc również to, co wydarzy się przed pierwszym mailem.
- Skąd przyjdą odbiorczynie?
- Z jaką potrzebą?
- Co będą już wiedziały o autorce i produkcie?
- Czy obietnica, która zachęciła je do zapisu, prowadzi do tego, co później znajdą w ofercie?
Bo wiesz, można doskonale zautomatyzować ścieżkę klienta, którą prawie nikt nie chodzi. Wszystkie wiadomości wyślą się wtedy wzorowo, tylko co z tego, jak raczej trudno będzie w ten sposób opłacić rachunki.
Autowebinar: co działa automatycznie, a czego trzeba dopilnować?
Autowebinar to webinar oparty na wcześniej przygotowanym nagraniu, udostępniany automatycznie w wyznaczonych terminach lub na żądanie. W lejku sprzedażowym może pomagać odbiorczyni zrozumieć problem, poznać Twoje podejście i przejść do oferty. Co najważniejsze, nie musisz za każdym razem prowadzić tego samego spotkania na żywo.
Oszczędność czasu jest realna, w końcu ile takich sesji jesteś w stanie poprowadzić na żywo jednego dnia? A dzięki autowebinarowi tych sesji może być nawet kilkadziesiąt, a zainteresowane tematem osoby mogą wybrać termin, który im naprawdę pasuje.
Samo nagranie jest tylko jednym z elementów całego procesu. Dookoła niego zostają zapisy, potwierdzenia, przypomnienia, oferta, wiadomości po webinarze i zakup. A pomiędzy nimi ludzie, którzy mają własne plany i rzadko realizują nasz scenariusz z taką dyscypliną, z jaką rozrysowałyśmy go na tablicy.
Jedna osoba zapisze się i zapomni. Druga obejrzy tylko początek. Trzecia przejdzie od razu do oferty, bo zna Cię od dwóch lat i nie potrzebuje czterdziestu minut wprowadzenia. Ktoś kupi produkt, zanim skończy się sekwencja sprzedażowa. Ktoś inny odpowie na mail z pytaniem, od którego zależy jego decyzja.
W projekcie trzeba uwzględnić również te sytuacje. Po zakupie klientka powinna otrzymać właściwe wiadomości i dostęp do materiałów. Warto zadbać, żeby nie dostawała już ponagleń do zakupu tego samego produktu. Jeśli zachęcasz do zadawania pytań, potrzebujesz wiedzieć, gdzie one trafiają i kto na nie odpowiada.
Dlatego przed uruchomieniem trzeba przejść całą ścieżkę z perspektywy odbiorczyni: od zapisu, przez wiadomości i webinar, po płatność oraz pierwsze logowanie. Sam test, czy mail się wysłał, nie pokaże, czy po zakupie system przestaje traktować klientkę jak osobę, którą nadal trzeba przekonać do tej samej oferty.
Mam też spory opór wobec autowebinarów, które bardzo starają się uchodzić za wydarzenie na żywo. Nagranie może być wartościowe bez udawanego czatu i sugestii, że prowadząca właśnie siedzi po drugiej stronie ekranu. Jako odbiorczyni chcę wiedzieć, czy moje pytanie ktoś teraz przeczyta, czy dostanę odpowiedź później. Na szczęście można wdrażać autowebinary w sposób etyczny i tak właśnie pracuję z moimi klientkami.
Podobnie rzecz się ma z terminami, przede wszystkim jeśli obowiązuje promocyjna cena zakupu. Oferta może być dostępna przez określony czas, również indywidualnie dla każdej zapisanej osoby. Wtedy terminy w mailach, na stronie i przy płatności powinny się zgadzać. Licznik, który po odświeżeniu strony cudownie odzyskuje młodość, wzbudza we mnie głównie chęć zamknięcia karty.

Po zakupie nadal jest klientka
W obietnicy dochodu pasywnego zakup bywa ostatnim kadrem. Pojawia się wpłata, właścicielka biznesu uśmiecha się do telefonu, koniec sceny. Tymczasem dla klientki właśnie zaczyna się korzystanie z produktu.
Trzeba się zalogować, znaleźć materiały, zrozumieć, od czego zacząć. Czasem wiadomość z dostępem trafi do spamu. Czasem ktoś pomyli adres przy zakupie. Materiał może okazać się niejasny, link przestać działać, a pytanie wyjść daleko poza to, co przewidziała sekcja FAQ.
Takimi sprawami ktoś musi się zająć. Możesz to być Ty, asystentka, osoba odpowiedzialna za obsługę albo zespół. Można ustalić godziny odpowiedzi, przygotować instrukcje i uporządkować najczęstsze zgłoszenia. Nadal jednak trzeba przewidzieć na to czas i odpowiedzialność.
Delegowanie obsługi może dać właścicielce firmy ogromną ulgę. Praca będzie wtedy wykonana przez kogoś innego i pojawi się w kosztach prowadzenia sprzedaży. Warto uwzględnić ją, zanim zaczniemy liczyć, ile zarabiamy „bez udziału własnego”.
Przy okazji skrzynka odbiorcza potrafi sporo powiedzieć o całym procesie. Jeśli kolejne osoby pytają, gdzie znaleźć pierwszy moduł, przyjrzałabym się wiadomości powitalnej i układowi platformy. Jeżeli regularnie wraca pytanie o element, który według nas jest dokładnie opisany w ofercie, sprawdziłabym, czy rzeczywiście łatwo ten opis znaleźć i zrozumieć.
Dzięki takim poprawkom część pytań może z czasem przestać się pojawiać. To również sposób na odzyskiwanie czasu, choć znacznie mniej widowiskowy niż zdjęcie laptopa na leżaku.
Sprzedaż evergreen też się starzeje
Kurs umieszczony w stałej sprzedaży nadal podlega upływowi czasu. W materiałach o narzędziach mogą zmienić się funkcje i interfejsy. Przykłady mogą przestać pasować do sytuacji odbiorczyń. Pytania klientek mogą pokazać, że jeden temat wymaga rozwinięcia, a inny zajmuje dużo miejsca, choć niewiele wnosi.
Zmienia się też sama oferta. Dodajesz materiały, usuwasz nieaktualny bonus, inaczej organizujesz wsparcie. Trzeba wtedy wrócić do strony sprzedażowej, maili i nagrania, żeby wszystkie nadal obiecywały to, co klientka faktycznie otrzyma.
Im więcej elementów połączyłyśmy, tym łatwiej o drobiazg pozostawiony gdzieś po drodze. Na stronie jest już nowa wersja programu, a w trzecim mailu nadal występuje bonus, z którego zrezygnowałyśmy pół roku temu.
Dlatego przy takim wdrożeniu chcę wiedzieć, kto później wraca do materiałów i sprawdza całość. Inaczej aktualizacja zwykle czeka do momentu, aż ktoś napisze: „Dzień dobry, u mnie to wygląda zupełnie inaczej”… (oczywiście najlepiej w piątek po południu 😉 ).
Automatyzacja sprzedaży działa. A czy zarabia?
Wyniki sprzedaży evergreen warto oceniać na kolejnych etapach: od pozyskania odbiorczyni, przez zapis i przejście do oferty, aż po zakup. Do oceny opłacalności potrzebne są również koszty pozyskania klientek, narzędzi, obsługi i utrzymania produktu.
Zielona ikonka przy automatyzacji mówi nam głównie tyle, że jest włączona. Maile mogą się wysyłać, płatności działać, a sprzedaż nadal pozostawać daleko od oczekiwań.
Sama liczba transakcji daje tylko fragment obrazu. Dziesięć zakupów przy stu zapisanych osobach i dziesięć zakupów przy dziesięciu tysiącach zapisów to dwie zupełnie różne sytuacje, gdy analizujemy dochód pasywny w biznesie online.
Jeśli mało osób dociera do oferty, sprawdziłabym wcześniejszą część drogi, zanim zaczęłabym przepisywać stronę sprzedażową. Jeśli odbiorczynie rozpoczynają zakup, ale go nie kończą, przyjrzałabym się także płatnościom i temu, co widzą na ostatnim etapie. Jeśli sprzedaż jest, a klientki zgłaszają podobne rozczarowania, potrzebujemy wrócić do obietnicy i produktu.
Nie każde słabsze miejsce da się naprawić dodatkowym mailem z tematem „Ostatnia szansa”.
Przychód widoczny w powiadomieniach o wpłatach wygląda przyjemnie, ale z tych pieniędzy opłacamy jeszcze reklamy, narzędzia, prowizje, obsługę i aktualizacje. Dochodzi czas poświęcony na pilnowanie całości. Koszty utrzymania lejka evergreen warto więc uwzględnić już przy planowaniu, a później sprawdzać, jak mają się do rzeczywistej sprzedaży.
Może się okazać, że dochód pasywny w biznesie online daje bardzo dobre wyniki i uwalnia sporą część kalendarza. Może też sprzedawać regularnie, a jednocześnie pochłaniać tyle pieniędzy i uwagi, że warto zmienić sposób jego działania. Bez zaglądania w liczby łatwo długo żyć samym faktem, że „coś się sprzedaje”.
Chcę móc spokojnie zamknąć laptopa
Dobrze poukładana sprzedaż evergreen i dochód pasywny w biznesie online ma dla mnie ogromny sens. Pozwala wykorzystać wiedzę więcej niż raz, ograniczyć ręczne czynności i uniezależnić część przychodów od liczby godzin spędzonych z klientkami.
Lubię myśleć o automatyzacji właśnie przez ten odzyskany czas. O wiadomościach, których nie trzeba wysyłać pojedynczo. O dostępach nadanych bez czekania. O sprzedaży, która może wydarzyć się również podczas mojego wolnego popołudnia.
Żeby spokojnie z tego korzystać, potrzebuję jednak wiedzieć, co dzieje się po uruchomieniu. Kto sprawdza wyniki, kto reaguje na problem z płatnością, kto odpowiada klientkom i kiedy wracamy do materiałów. Ile kosztuje utrzymanie systemu i co zrobimy, jeśli wyniki zaczną się pogarszać.
W takim układzie można zamknąć laptopa, bo wiadomo, kto czego pilnuje. Właścicielka firmy też ma prawo wyjść na spacer bez zabierania ze sobą całego działu sprzedaży we własnej głowie.
Z taką wersją evergreenu mogę pracować. Przy obietnicy „zrób raz i zapomnij” nadal mam ochotę dopytać, kto przejmuje skrzynkę odbiorczą.
Jeśli to, co piszę, jest Ci bliskie i chcesz wdrożyć dochód pasywny w biznesie online oraz takie systemy u siebie, w sposób przemyślany i poukładany, a nie na zasadzie jakoś to będzie, to zapraszam Cię serdecznie do rozmowy. Możesz umówić się na nią TUTAJ.
